PR - Pilka nozna - Anglia - Premier League
Wszyscy zdążyli się już przyzwyczaić iż w tym sezonie Liverpool zawodzi na każdym froncie. Nie odgrywa tak ważnej roli w Premier League jak chociażby rok temu. Jednak nie można zapominać, że co jak co ale The Reds to wciąż uznana marka na wyspach brytyjskich z ogromnym bagażem doświadczeń na każdym froncie rozgrywek. Poczynając od FA Cup, poprzez Premiership na Lidze Mistrzów kończąc. Założeniem na ten sezon dla ekipy Rafy Beniteza była walka o tytuł mistrzowski, jednak rzeczywistość okazała się brutalna i te plany należało zweryfikować. Już na początku grudnia było wiadomo, że pierwsze miejsce w lidze jest nieosiągalne. Do tego doszły takie wpadki jak odpadnięcie z Ligi Mistrzów na poziomie grupowym czy nie sprostanie drugoligowemu Reading w krajowym pucharze. Z pucharem ligi zwanym Carling Cup również przyszło im się pożegnać gdyż trafili na Arsenal Londyn któremu ulegli 1:2.
W wielu europejskich klubach w takiej sytuacji podziękowano by trenerowi, a wielu zawodników trafiłoby na rynek transferowy aby łatać dziury w klubowej kasie. Jednak takie rzeczy nie mają miejsca w Anglii, kraju który stworzył futbol. Benitez ciągle jest trenerem The Reds a zawodnicy mają nowo nakreślony cel jakim jest uplasowanie się w pierwszej czwórce ligi co da im prawo do uczestnictwa w europejskich pucharach. Ponadto zarząd klubu wyłożył pieniądze na wzmocnienia takimi nazwiskami jak Aquilani czy Rodriquez.
Forma oraz motywacja graczy z Anfield rośnie z każdym dniem, treningiem. Na potwierdzenie moich słów przybliżę wam nieco ostatnie wyniki Liverpoolu. Wszystko zaczeło się podczas bożonarodzeniowej kolejki w której to The Reds podejmowali na własnym stadionie właśnie ekipę Wilków którą zwyciężyli wynikiem 2:0. Zaledwie trzy dni później Liverpool udał się do Birmingham na wyjazdowy mecz z Aston Villą, która w tym sezonie radzi sobie wręcz wyśmienicie i również zapowiada walkę o czwarte miejsce w lidze. Jednak w bezpośredniej konfrontacji to podopieczni Rafy okazali się lepsi pokonując The Villans 0:1 przed ich publicznością. Po dwutygodniowej przerwie w rozgrywkach Premier League przyszedł kolejny wyjazd tym raze do Stoke City. Drużyna Liverpoolu występująca w tym meczy w mocno okrojony składzie przeważała przez większą część spotkania i prowadziła 0:1 aż do 90'min kiedy to po stałym fragmencie gry (rzut rożny) i ogromnym zamieszaniu w polu karny wyrównującą bramkę zdobył Robert Huth.
I tak doszliśmy do ostatniego spotkania które odbyło się w ubiegłą środę gdzie Liverpool na własnym obiekcie podejmował Koguty z Londynu. W tym spotkaniu mimo braku takich graczy jak Gerrard, Torres czy Benayoun drużyna z Anfield Road zaprezentowała się naprawdę z bardzo dobrej strony. Wkońcu mogliśmy oglądać futbol do jakiego przyzwyczaił nas Liverpool przez ostatnie kilka lat czy to grając w lidze czy w europejskich pucharach. Kontrolowali grę, byli zdecydowani w swoich poczynaniach i co najważniejsze stanowili kolektyw. Uzupełniali się na każdej pozycji, w każdej akcji, na całym boisku przez pełne 90'min. Bohaterem spotkania został niewątpliwie Dirk Kuyt, zdobywca dwóch bramek. Często brał odpowiedzialność za rozgrywanie akcji, dyrygował ofensywnymi poczynaniami całej drużyny. Dobry występ zaliczył również Alberto Aquilani czy David N'gog i wydaje się że Benitez nie pominie tych zawodników przy ustalaniu wyjściowej jedenastki na jutrzejsze spotkanie. Do składu być może powróci rekonwalescent Steven Gerrard, który od kilku dni ćwiczy z pełnym obciążeniem i w wywiadach dla liverpooltv zaznacza swoją gotowość do gry. Kolejnym zawodnikiem który uporał się z kontuzją jest Daniel Agger i jego występ w jutrzejszym spotkaniu również jest prawdopodobny.
Natomiast w drużynie gości nie powinien nas zdziwić brak takich zawodników jak - Andy'ego Keogha, Dave'a Edwardsa czy Michaela Kightly'ego. Wszyscy zmagają się z kontuzjami.
Podsumowując.. Spotkanie napewno będzie zacięte i pełne walki o każdy centymetr boiska. Dodatkowo wilki będą chciały wziąć rewanż za "świąteczną" porażkę. Należy również pamiętać iż ekipa Wolverhamptonu walczy w każdym meczu o swój byt w Premiership. Mimo wszystko uważam, że Liverpool wygra to spotkanie jedną bądź dwiema bramkami zachowując przy tym czyste konto bramkowe. Przemawia do mnie fakt iż Liverpool w swoich szeregach ma większe indywidualności, jest drużyną bardziej zgraną, doświadczoną. Poza tym jeśli gracze Beniteza mają swój honor to w takich meczach jak jutrzejszy będą sobie żyły wypruwali aby wygrać to spotkanie i w końcowym rozrachunku zająć czwarte miejsce w lidze; co sprawi że sezon 2009/2010 nie będzie najgorszym sezonem w historii klubu.
| 25/01/2010 23:04, przeczytane 316 razy |
 |
|