NBA - Koszykówka - Stany Zjednoczone - NBA
Styczeń nie jest zbyt udanym miesiącem ani dla Magic ani dla Celtics. Orlando ma do tej pory bilans 6-8 natomiast Boston 6-5. Nie są to wyniki które powinni mieć jedni z faworytów do tytułu. Słabsza postawa obydwu drużyn w tym roku jest spowodowana w dużej mierze kontuzjami. Celtics grali bez Garnetta i Danielsa, natomiast w Magic z powodu problemów zdrowotnych bez formy są Nelson (11. 8 ppg in last 5 games) i Carter (12. 4 ppg in last 5 games)
Obydwie drużyny grały w tym sezonie ze sobą dwa razy i za każdym razem wygrywali goście. Czy to coś oznacza? Według mnie raczej nie. Szczególnie drugi mecz był bardzo dziwny. Przede wszystkim, mimo, że grały ze sobą bardzo silne drużyny to mecz stał na bardzo niskim poziomie i obfitował w mnóstwo błędów (obydwie drużyny popełniły razem 38 strat; skuteczność za 2 i za 3: Celtics 42. 5% i 26. 7%; Magic 33. 3% i 19. 2%). Boston nie wygrał dlatego, że był lepszy tylko dlatego, że w tym pełnym chaosu spotkaniu popełnił mniej błędów.
Przyznam szczerze, że dziwi mnie jednak tak niska stawka na Magic, bo aż takim faworytem nie są. Jak już pisałem Nelson i Carter są bez formy, do składu Celtics wrócił Garnett, a na dodatek Howard ma zawsze problemy z Perkinsem. Perkins dysponuje (jakkolwiek śmiesznie to zabrzmi) sporą siłą w okolicach miednicy (czyli po prostu umie się rozpychać.. . no wiadomo jaką częścią ciała) dzięki czemu jest w stanie wypychać Howarda spod samej obręczy, a im dalej od kosza tym center Orlando jest bardziej mniej pożyteczny w ataku.
Mimo to jednak również za faworyta, tyle, że minimalnego uważam Magic. U nich bardziej od konkretnych zawodników liczy się funkcjonowanie systemu, a konkretnie to by „trójki” wpadały. Do tego Nelson i Carter nie są niezbędni bo tam każdy prócz Howarda, Gortata i Bassa każdy umie rzucać za 3. Drugi taki mecz gdzie przeciwko Bostonowi będą rzucać ze skutecznością poniżej 20% za 3 już im się nie powinien zdarzyć.
| 28/01/2010 21:05, przeczytane 195 razy |
 |
|